Archive for Luty, 2013


Początkowo korzystałem z opcji przypomnień, które można ustawić w kalendarzu w poczcie Onetu zgodnie z ich przeznaczeniem. Są bardzo wygodne – ustalasz treść przypomnienia na konkretny dzień i – jeśli chcesz – dostajesz powiadomienia na pocztę e-mail i przypomnienia np. na godzinę czy sześć godzin przed określonym przez ciebie terminem (te przypomnienia są tymczasowe, ale możesz też je zamknąć jednym kliknięciem na krzyżyk po prawej stronie przypomnienia). Ponadto możesz określić przez jaki czas powiadomienia będą się powtarzać. Możesz zrobić tak, że będą się powtarzać, dopóki powiadomienia nie usuniesz.

Ponieważ powtarzające się powiadomienia się nawarstwiają w skrzynce e-mailowej, podsunęło mi to pewien pomysł. Pomyślałem, że gdyby powiadomienia się nawarstwiały, miałbym ich tak dość, że zrobiłbym to, do czego mnie nakłaniają, bo dopiero po wykonaniu danego zadania mógłbym dotyczące go przypomnienie usunąć z kalendarza. Określiłem więc zadania, o których chcę być przypominany na sześć kolejnych dni.

Być może działa na mnie to tak źle, bo nie lubię, gdy mi nieprzeczytane wiadomości w skrzynce siedzą. Z tego też powodu żadnego z powiadomień nie oznaczam jako przeczytaną wiadomość.

Jak na razie działa to na tyle dobrze, że postanowiłem zrobić zadanie wymagające robienia zrzutów ekranu, które odkładałem już od dawna tuż przed północą. Normalnie odłożyłbym to na jutro rano, tłumacząc się, że jest na to za późno i jestem zmęczony, ale coś skłoniło mnie do tego, bym to zrobił. I zrobiłem to.

Oczywiście, jak w większości technik motywacyjnych, których używam ważny jest chunking, czyli rozbijanie zadań na mniejsze części, które nie przytłaczają człowieka nakładem pracy czy czasochłonnością, co zwykle skłania go do odkładania momentu zabrania się za wykonywanie zadania w nieskończoność. Jeśli miałbym na przykład napisać pracę magisterską, to ustawiłbym przypomnienie o treści „napisać jedną stronę dziennie” i usuwałbym powiadomienia ze skrzynki codziennie, a przypomnienie z kalendarza dopiero po napisaniu całości.

Pozwalam sobie też na stosowanie zamienników. Jeśli chcę się skłonić do narysowania portretu konkretnej osoby nową techniką, to zaliczam to sobie, jeśli wykonam portret tą nową techniką, ale nie tej osoby. Zostawiam sobie to przypomnienie, jeśli nadal chcę wykonać portret osoby, którą początkowo chciałem narysować. Podobnie, jeśli celem przypomnienie było nakłonienie się do spróbowania nowej techniki, to mogę sobie to zadanie zaliczyć, jeśli spróbuję nowej techniki, ale innej niż ta, którą zamierzałem spróbować.

Chodzi o to, że jeśli przełamię się przed zrobieniem czegoś podobnego do tego, co planowałem, to najprawdopodobniej nie będę musiał się za bardzo motywować do zrobienia tego, co miałem zrobić na początku (zakładając oczywiście, że nie dam sobie czasu na odkładanie tego i na nabranie wątpliwości). Często bywa tak, że strach przed zepsuciem tego, na czym mi zależy powoduje, że odkładam zrobienie tego w nieskończoność (tym bardziej, jeśli dołącza do tego perfekcjonizm, który sprawia, że chcę, by pierwsza wersja była ostateczna i doskonała), a jeśli zobaczę, że zamiennik wyszedł dobrze, to nie będę miał oporów przed zrobieniem tego, co od początku zamierzałem zrobić.

Tekst jest jeszcze w trakcie opracowywania. W miarę stosowania tej techniki będą się pojawiać nowe informacje, które postaram się tu zawrzeć.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 28 Luty 2013, 14:03, Rabka-Zdrój.

Nie pisałbym o tym, gdyby nie to, że często spotykałem się z opiniami, że stwierdzenie, że każdy x wygląda tak samo jest rasistowskie na regularnie odwiedzanych przez siebie zagranicznych serwisach.

Odpowiedź na zadane w tytule posta pytanie usłyszałem jakiś rok temu, słuchając jednej z audycji w radiu Kraków. Gościem był naukowiec, który powiedział, że u dzieci w wieku około sześciu lat dochodzi do specjalizacji w rozpoznawaniu twarzy i po tym okresie nie są one już w stanie rozróżniać twarzy u „innych” ludzi. Powiedział też, że gdyby dziecko wychowywało się z wilkami, byłoby w stanie rozpoznawać pyski wilków, ale twarzy ludzi już nie. Z tego wynika, że to naturalna ludzka cecha.

Czy ten „rasizm” jest czymś, czego „winni” są jedynie biali? Nie.

Pamiętam inną audycję sprzed wielu lat (możliwe, że też w radiu Kraków) o poszukiwaniach podróżnika i miłośnika wspinaczki wysokogórskiej (o ile dobrze pamiętam) zaginionego w Armenii. O ile dobrze zrozumiałem, gościem audycji był uczestnik wyprawy poszukiwawczej i powiedział on, że ludzie z jego grupy pytali okolicznych ludzi, czy widzieli zaginionego, na co oni odpowiadali, że widzieli. Nie wynikało to z jakiejś złośliwości wobec obcych, a właśnie z tego, że dla nich wszyscy europejczycy wyglądają tak samo, co zresztą gość audycji sam powiedział.

Teraz już wiecie dlaczego tak jest.

{A tak swoją drogą to przerąbane jest zaginąć w kraju zamieszkiwanym przez inną grupę etniczną. To tak, jakby nikt nic nie widział nawet jeśli widział i chciał pomóc tym, co widział}.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 24 Luty 2013, 23:43, Rabka-Zdrój.

Miałem ten problem, że chciałem spróbować tworzenia w nowych dziedzinach sztuki, ale chciałem, by to, co zrobię było od razu jak najlepsze, perfekcyjne. To jest oczywiście toksyczne myślenie i prowadzi do szybkiego bloku artystycznego, do odkładania zrobienia pierwszego kroku w kierunku poszerzenia artystycznych horyzontów w nieskończoność.

Pomyślałem więc, że mógłbym dać sobie jeden cały dzień na oglądania i czytanie każdego samouczka na dany temat. Drugi dzień byłby poświęcony na swobodne ćwiczenie tego, co zobaczyłem w samouczkach, które oglądałem lub czytałem poprzedniego dnia, albo w nowych, których do tej pory nie widziałem (poprzez „swobodne” mam na myśli pozwolenie sobie na to, by być początkującym, nie przejmowanie się rezultatami i bycie otwartym na to, czego nigdy w życiu nie próbowałem). Trzeci dzień miałbym cały na próby zrobienia najlepszej pracy, jaką jestem w stanie zrobić. Myślę, że to jest bardziej efektowne niż próby zmieszczenia tych trzech różnych procesów w jednej dobie. Tym bardziej, że człowiek uczy się podczas snu. Odkryto, że podczas snu następują duże wyładowania neuronalne, podczas których informacje są przenoszone z jednej części mózgu do drugiej. Naukowcy zablokowali myszom ten proces i okazało się, że w przeciwieństwie do swoich pobratymców, na których nie wykonano tej operacji absolutnie nie pamiętały drogi przez labirynt i musiały się uczyć rozkładu korytarzy i przechodzenia przez niego od zera.

Pomyślałem sobie też, że w ten sposób mógłbym zwalić winę za niezrobienie rysunku tylko na siebie i to, że nie poświęciłem dnia na jedną z tych rzeczy (a nie na jakiś brak inspiracji, obawy przed zepsuciem rysunku, zmęczenie nauką z samouczków lub ćwiczeniami).

To również „segmentuje” naukę. Człowiek zapamięta więcej z przerabiania 10 – 15 samouczków niż masowego czytania i oglądania i liczenia, że przechodząc od razu do robienia ostatecznego rysunku będzie się z nich cokolwiek pamiętać.

Problemem jest też to, że człowiek ma przekonanie, że wystarczy obejrzeć pokaz lub przeczytać teorię, by to już to praktycznie umieć i że przećwiczenie tego tuż po zapoznaniu się z materiałem nie przyniesie rezultatów różnych od tego, czego – jak nam się wydaje – już się nauczyliśmy.

Ten tekst jest jeszcze w trakcie dopracowywania.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 22 Luty 2013, 13:43, Rabka-Zdrój.

%d blogerów lubi to: