Początkowo korzystałem z opcji przypomnień, które można ustawić w kalendarzu w poczcie Onetu zgodnie z ich przeznaczeniem. Są bardzo wygodne – ustalasz treść przypomnienia na konkretny dzień i – jeśli chcesz – dostajesz powiadomienia na pocztę e-mail i przypomnienia np. na godzinę czy sześć godzin przed określonym przez ciebie terminem (te przypomnienia są tymczasowe, ale możesz też je zamknąć jednym kliknięciem na krzyżyk po prawej stronie przypomnienia). Ponadto możesz określić przez jaki czas powiadomienia będą się powtarzać. Możesz zrobić tak, że będą się powtarzać, dopóki powiadomienia nie usuniesz.

Ponieważ powtarzające się powiadomienia się nawarstwiają w skrzynce e-mailowej, podsunęło mi to pewien pomysł. Pomyślałem, że gdyby powiadomienia się nawarstwiały, miałbym ich tak dość, że zrobiłbym to, do czego mnie nakłaniają, bo dopiero po wykonaniu danego zadania mógłbym dotyczące go przypomnienie usunąć z kalendarza. Określiłem więc zadania, o których chcę być przypominany na sześć kolejnych dni.

Być może działa na mnie to tak źle, bo nie lubię, gdy mi nieprzeczytane wiadomości w skrzynce siedzą. Z tego też powodu żadnego z powiadomień nie oznaczam jako przeczytaną wiadomość.

Jak na razie działa to na tyle dobrze, że postanowiłem zrobić zadanie wymagające robienia zrzutów ekranu, które odkładałem już od dawna tuż przed północą. Normalnie odłożyłbym to na jutro rano, tłumacząc się, że jest na to za późno i jestem zmęczony, ale coś skłoniło mnie do tego, bym to zrobił. I zrobiłem to.

Oczywiście, jak w większości technik motywacyjnych, których używam ważny jest chunking, czyli rozbijanie zadań na mniejsze części, które nie przytłaczają człowieka nakładem pracy czy czasochłonnością, co zwykle skłania go do odkładania momentu zabrania się za wykonywanie zadania w nieskończoność. Jeśli miałbym na przykład napisać pracę magisterską, to ustawiłbym przypomnienie o treści „napisać jedną stronę dziennie” i usuwałbym powiadomienia ze skrzynki codziennie, a przypomnienie z kalendarza dopiero po napisaniu całości.

Pozwalam sobie też na stosowanie zamienników. Jeśli chcę się skłonić do narysowania portretu konkretnej osoby nową techniką, to zaliczam to sobie, jeśli wykonam portret tą nową techniką, ale nie tej osoby. Zostawiam sobie to przypomnienie, jeśli nadal chcę wykonać portret osoby, którą początkowo chciałem narysować. Podobnie, jeśli celem przypomnienie było nakłonienie się do spróbowania nowej techniki, to mogę sobie to zadanie zaliczyć, jeśli spróbuję nowej techniki, ale innej niż ta, którą zamierzałem spróbować.

Chodzi o to, że jeśli przełamię się przed zrobieniem czegoś podobnego do tego, co planowałem, to najprawdopodobniej nie będę musiał się za bardzo motywować do zrobienia tego, co miałem zrobić na początku (zakładając oczywiście, że nie dam sobie czasu na odkładanie tego i na nabranie wątpliwości). Często bywa tak, że strach przed zepsuciem tego, na czym mi zależy powoduje, że odkładam zrobienie tego w nieskończoność (tym bardziej, jeśli dołącza do tego perfekcjonizm, który sprawia, że chcę, by pierwsza wersja była ostateczna i doskonała), a jeśli zobaczę, że zamiennik wyszedł dobrze, to nie będę miał oporów przed zrobieniem tego, co od początku zamierzałem zrobić.

Tekst jest jeszcze w trakcie opracowywania. W miarę stosowania tej techniki będą się pojawiać nowe informacje, które postaram się tu zawrzeć.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 28 Luty 2013, 14:03, Rabka-Zdrój.

Reklamy