Tag Archive: Bieda


Naszła mnie dziś taka myśl:

Kiedy robisz rzeczy dobrze, łatwo odnieść wrażenie, że nie robisz ze swoim życiem nic.

A mógłbym już nie żyć, być kaleką, skłócić się ze wszystkimi wokół, szefować międzynarodowemu kartelowi narkotykowemu.

Dobrych decyzji, odczuwanych jako słuszne, nie pamiętasz*, bo w przeciwieństwie do tych złych nie musisz ich ciągle racjonalizować – racjonalizować za każdym razem, gdy przyjdą ci na myśl, utrwalając je przy tym w pamięci jak materiał przed egzaminem.

*Ktoś może powiedzieć, że pamięta się o osiągnięciu rzeczy społecznie pożądanych lub widzianych przez społeczeństwo jako sukces czy symbol statusu, ale w tym rzecz, że to społeczeństwo ci ciągle przypomina i cię ciągle przekonuje cię, że ich osiągnięcie jest dobrą decyzją. Jeśli po osiągnięciu tego poczujesz się (nadal) nieszczęśliwy, to co zrobisz? Będziesz racjonalizował to, dlaczego warto było to osiągnąć. Tym mocniej, im więcej wysiłku kosztowało cię ich osiągnięcie.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 22 Grudnia 2013, godz. 14:02, Rabka-Zdrój.

Reklamy

Ta technika przyszła mi do głowy dziś rano, gdy pracowałem z inną świetną techniką, określaną „Strategią Disney’a” (jest ona doskonale opisana w tym video. Gorąco polecam zapoznanie się z nią) i jest ona nawiązaniem do mojego niedawnego postanowienia, że nie będę już dłużej budował swojej tożsamości wokół bolesnych wydarzeń z przeszłości.

W moim przypadku objawiało się to często jako tłumaczenie sobie tego, że nie robię czegoś poza strefą mojego komfortu w podobny sposób: „Nie jestem przedsiębiorczy, bo doświadczenia ze szkoły podstawowej zupełnie zniszczyły moją pewność siebie”. Gdy z kolei ktoś próbował mnie nakłonić do koniecznej zmiany zachowania, byłem skłonny zawołać jak męczennik: „Bo mój ojciec był taki a taki!”, zupełnie jakby to miało wszystko wyjaśnić.

Próbowałem znaleźć dla tego bardziej odpowiednie porównanie, ale tak naprawdę najbardziej przypomina mi to sytuację, gdy gniewna feministka, która na każde niewygodne pytanie dotyczące zasadności jej przekonań, na które nie ma odpowiedzi, odpowiada z naciskiem na każde słowo i wyrzutem: „I have been RAPED!” [zostałam ZGWAŁCONA!]), w nadziei, że przerwie tym dyskusję na ten temat, także tą, którą może kwestionowanie rozpętać w jej głowie).

Technikę schodów oparłem na obserwacji, że nie mówimy z wyrzutem, że coś nas spotkało, gdy to coś miało w oczywisty sposób pozytywny skutek. Pisarz nie krzyczy „Moje książki były tysiąc razy odrzucane przez wydawców!”, gdy zarabia na nich miliony i mieszka w domu jak pałac. Małżonek nie biadoli, że go poprzednia partnerka opuściła, jeśli wie, że bez tego nie poznałby obecnej, która jest w jego przekonaniu lepsza od tamtej itd. Uciekamy się do tego jedynie wówczas, gdy jedyne, co mamy to duma z bycia męczennikiem, z życia z potrzebami, które boimy się spełnić (życie w takiej ascezie wydaje się nam być „siłą charakteru”). Julia Cameron, autorka „The Artist’s Way”, której tłumaczenie będę niedługo zamieszczał na tym blogu, napisała w niej świetny rozdział o tym.

Technika schodów polega na tym, by zacząć od najwcześniejszego trudnego wspomnienia i wypisać wszystkie korzyści, choćby najmniejsze (nawet jeśli wydają nam się naciągane), z tego, co nas spotkało, wszystkie lekcje, cechy, które nas w to rozwinęło (i jakie negatywne cechy mogłyby się w nas rozwinąć, gdybyśmy nie odczuli tego na własnej skórze), wszystkie możliwe konstruktywne sposoby wykorzystania tego (np. w powieści, by pomóc innym z tym problemem itd.).

Mówi się, że trauma sprawia, że człowiek zatrzymuje się na pewnym etapie rozwoju. Ta technika w pewien sposób to zatrzymywanie się wykorzystuje. Pomysł na tą technikę pojawił się w mojej głowie jako wizja siebie wychodzącego po schodach. Dowiedziałem  się, że sztuka polega na tym, aby pod żadnym pozorem nie pozwolić sobie wyjść choćby o jeden stopień wyżej, dopóki nie wypiszesz tych korzyści z przeszłego wydarzenia, które na ten schodek przypada. Jak poczujesz, że już nie jesteś w stanie wykorzystywać tego do żebrania o współczucie czy tłumaczenia się, przejdź do następnego w kolejności wspomnienia.

Możesz czuć, że świadomie nie jesteś w stanie sobie takich rzeczy przypomnieć lub dojść do jakichś odkrywczych wniosków, ale jest na to sposób. Praca z techniką Disney’a odbywała się w ramach pisania tak zwanych porannych stron, o których pisze Julia Cameron w swojej książce. W skrócie polega to na tym, by wypisywać wszystko, co przyjdzie ci na myśl do momentu, aż zaczniesz słyszeć swoisty głos intuicji w głowie, który na codzień szum informacji zagłusza. Czy ten głos się odzywa możesz sprawdzić, zadając pytania i nasłuchując odpowiedzi. Z początku odpowiedzi mogą być oczywiste, jakbyś sam sobie odpowiedział, ale z czasem – i przy odpowiednim pytaniu – otrzymasz odpowiedź tak zaskakująco trafną i błyskotliwą, w tak krótkim czasie, że będziesz mieć pewność, że takiej odpowiedzi nigdy nie byłbyś w stanie sobie wymyślić. I właśnie wśród tych odpowiedzi możesz znaleźć wnioski, które pozwolą ci zobaczyć prawdziwe źródło konstruktywnej siły w tym, co cię spotkało i wyjść o ten jeden stopień wyżej.

To byłoby na tyle. Na pewno sam będę jeszcze tą technikę testował i jeśli ten wpis pewnego dnia nie zniknie z bloga, to znaczy, że technika działa (do tego czasu ten wpis będzie jeszcze dopracowywany). I mam nadzieję, że przyniesie wam dużo dobrego.

Jeśli to wypróbujesz i przekonasz się, że to działa, nie wahaj się użyć przycisków społecznościowych pod postem i podzielić się tym z osobami, którym – jak sądzisz – może to pomóc.

Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam was serdecznie.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 25 Lipca 2013, 16:39, Rabka-Zdrój.

Chociaż obserwowanie klepsydry przesypującej piasek w ciągu sekundy, a nie godziny, wydaje się nam całą wiecznością, w podobny sposób czas nam się dłuży, gdy tęsknie wyczekujemy zmian w życiu...

Myślę, że nie jestem sam w tym, że często zastanawiałem się, jak wyglądałoby moje życie, gdybym przeskoczył „klasowe ogrodzenie” (wiecie, to które dla wielu ludzi nie różni się wiele od tego) i przedostał się na jej drugą stronę, gdzie trawa wydaje się zawsze „zieleńsza”.

Ostatnio jednak przyszło mi na myśl, że niekoniecznie byłbym szczęśliwszy, posiadając to, czego należałoby się raczej spodziewać po ludziach, których portfele brewiarz przypominają. Dlaczego? Dlatego, że najprawdopodobniej nie byłbym wolny od choroby umysłowej równie powszechnej jak bakterie, które wybiły jedną trzecią ludności średniowiecznej Europy – choroby „nigdy nie potrafię docenić tego, co mam”, której często towarzyszy objaw „chcę więcej, więcej, więcej, bo nigdy nie wystarcza mi to, co już posiadam”, o czym zresztą pięknie śpiewa Simone Simons z zespołu Epica w piosence „Never Enough” oraz „Another Me In Lack’ech„.

“Ziemia zapewnia wystarczająco wiele, by zaspokoić potrzeby każdego człowieka, ale niewystarczająco wiele, by zaspokoić jego żądze.” ~Mahatma Gandhi

Oczywiście, ludzie zarabiający miesięcznie w okolicach tego, ile mierzą sobie himalajskie szczyty nie mają takich problemów, jakie mają ludzie żyjący „minimalistycznie”, ale podczas gdy ci pierwsi prawdopodobnie nigdy nie doświadczą problemów ludzi, którzy przez pole minowe podatków idą z wykrywaczem metalu (np. w postaci prawnika), ci drudzy nadal mogą dołączyć do grona „minimalistów” (co się zresztą sławnym, popularnym osobom wymienionym w tym artykule [i komentarzu do niego] skutecznie udało).

Człowiek żyjący skromnie musi się troszczyć tylko o to, by żyło mu się trochę lepiej, a człowiek zamożny musi pracować zarówno na to, by utrzymać standard życia, do jakiego się przyzwyczaił, jak i na to, by uniknąć życia w sposób, w jaki żyć nie potrafi. Stawia go to w sytuacji rekinów, które właściwie nigdy nie śpią, ponieważ muszą wiecznie pracować, by nie pójść na dno jak ś.p. załoga łodzi podwodnej „Kursk”.

„Pieniądze szczęścia nie dają, ale pozwalają wygodnie być nieszczęśliwym.”

Oczywiście, mam świadomość tego, jak bardzo przyjemnie jest mieć poczucie bezpieczeństwa wynikające z materialnego zabezpieczenia i nie mieć trudności, z którymi się walczy obecnie, ale doszedłem do wniosku, że nie posiadając tego, co posiada przeciętny człowiek, mogę się cieszyć większą niezależnością twórczą – nie muszę poświęcać czasu i sił na utrzymywanie życia towarzyskiego, życia zawodowego, życia rodzinnego (oczywiście, nie akceptuję rozwiązania w rodzaju „załóż rodzinę, a następnie całkowicie obarcz obowiązkami związanymi z jej utrzymywaniem swoją partnerkę”, bowiem byłoby to nieodpowiedzialne, a nieodpowiedzialni ludzie zasługują na to, by im strzały z rozszczepiającymi się grotami w cewkę moczową wepchnąć), więc mam więcej czasu, chęci i sił na robienie tego, co lubię najbardziej – na twórczość artystyczną i intelektualną.

Nie powiedziałbym, że mnie to, co teraz napiszę szczególnie cieszy, ale zauważyłem, że jestem bardziej produktywny, jeśli moja sytuacja materialna lub rodzinna jest równie stabilna jak galaretka podczas trzęsienia ziemi – jeśli mam święty spokój i jestem wolny od problemów materialnych, skłaniam się do tego, by spędzić dzień na oglądaniu internetowych programów rozrywkowych (web shows) i graniu w gry komputerowe, bo nie odczuwam presji – wydaje mi się, że następny dzień będzie równie przyjemny i mogę odłożyć zaplanowaną pracę na jutro. Gdybym był zamożniejszy, taką sytuację miałbym codziennie, bo w końcu po co robić coś przyjemnego, co wymaga pracy, skoro można robić coś przyjemnego, co pracy nie wymaga.

Czas, jaki mam na wykonanie określonego projektu zaczynam doceniać dopiero wtedy, gdy rachunki zaczynają mnie ścigać z bezwzględnością psychopatycznej Shodan z gry System Shock 2. Dlaczego? To trochę tak, jakbyś wiedział, że możesz lada dzień, z powodu toczącej twój organizm choroby, umrzeć i próbował każdy dzień wykorzystać na zrobienie czegoś konstruktywnego. W każdym razie ja czuję silne wyrzuty sumienia, jeśli kładę się spać, nie zrobiwszy danego dnia niczego wartościowego… czegoś, co można byłoby w praktyczny sposób wykorzystać w przyszłości.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 7 Listopad 2011, 19:52.

“Nie mogłem się doczekać na sukces, więc ruszyłem naprzód bez niego.” ~Jonathan Winters

Chociaż otrzymałem na powyższe pytanie odpowiedź, pod której wrażeniem jestem w dalszym ciągu, mam świadomość, że dotyczy ona zaledwie jednego z czynników i niekoniecznie decydującego.

Niemniej jednak pomyślałem, że warto byłoby o tym wspomnieć, gdyż w pewnym sensie zdołałem powtórzyć opisywane przez podświadomość doświadczenie we własnym życiu. Ale powrócę do tego za moment, gdy podzielę się z wami usłyszaną od podświadomości odpowiedzią.

W jej przekonaniu tajemnicą tego, że sławni ludzie zaszli tak daleko w życiu jest ich ciężka przeszłość.

Oczywiście, w przypadku aktorów ciężkie dzieciństwo pozwala na wierne odtworzenie przeżywanych w przeszłości emocji – wystarczy, że przywołają w pamięci bolesne doświadczenia. Piosenkarze potrafią zabarwić emocjami własny głos, muzycy – wywołać emocje odpowiadające dźwiękom wydawanym przez instrument, a pisarze – przywołać emocje poprzez sytuacje, których nigdy w życiu nie doświadczyliśmy.

Można więc wytłumaczyć ich sukces tym, że w uniwersalny i przekonujący sposób potrafią przemówić do emocji, które każdy z nas przeżywa na własny sposób. Ale co w takim wypadku z prezenterami, sportowcami, modelkami, tancerkami, których emocje nie przejawiają się w widoczny sposób w tym, co robią?

Wykres pokazujący stosunek wymaganych umiejętności (pionowo) do osiągniętej sławy (poziomo) w przypadku wykonywania następujących zawodów: naukowiec, pisarz, muzyk, sportowiec, aktor, gwiazda seks-taśmy.

Właśnie…
Podświadomość prawdopodobnie właśnie na to próbowała zwrócić moją uwagę. Chociaż motywacja sławnych osób, które wychowywały się w skrajnej biedzie jest zrozumiała („nie chcę już żyć w biedzie”), to związek pomiędzy „znęcano się nade mną fizycznie i psychicznie” lub „straciłem wcześnie członków rodziny” a „chcę być osobą medialną, aby stać się sławny” nie wydaje mi się dostatecznie zrozumiały. Chyba, że motywacją była chęć pomocy innym w podobnej sytuacji bądź przezwyciężenie niskiego poczucia własnej wartości.

Podejrzewam, że celebryci, którzy przeszli przez dzieciństwo przypominające poligon wojskowy nie boją się podejmowania decyzji, które wydają się zwykłym ludziom wiązać z nieprzyjemnymi konsekwencjami lub wymagają wykroczenia poza własną strefę komfortu. Celebryci mogą nie mieć z tym problemu, bo żadna decyzja nie wydaje im się bardziej przerażająca, upokarzająca i poważniejsza w skutkach od tego, co już przeszli w dzieciństwie.

Podczas gdy my obawiamy się odrzucenia przez osobę, która nam się podoba, odrzucenia naszego dzieła przez wydawcę, niepowodzenia podczas rozmowy kwalifikacyjnej o wymarzoną pracę, poświęcenia życia na spełnienie własnego marzenia, oni nie obawiają się przecinać więzów łączących ich ze starym życiem, przeprowadzać się, przychodzić na castingi, rozmawiać z wysoko postawionymi, rozpoczynać własnej kariery od pracy w charakterze kelnera bądź sprzątacza itp.

“Prawdziwą miarą bogactwa jest to, ile byłbyś wart, gdybyś stracił wszystkie swoje pieniądze.”

Niewiele miesięcy zdążyło upłynąć, odkąd na własnej skórze przekonałem się o prawdziwości odpowiedzi udzielonej przez podświadomość.

Znalazłem się wówczas w sytuacji, jaką określam słowami „przeciągu w korytarzu z zatrzaskującymi się drzwiami”, gdy występował poważny problem, a wszystkie dotychczas dostępne wyjścia zostały za sprawą wydarzeń losowych zamknięte. Przypomina to pielgrzymkę „od Annasza do Kajfasza”.

"Zawsze się zastanawiam, dlaczego ptaki decydują się pozostać w tym samym miejscu, chociaż mogą polecieć do każdego miejsca na świecie. A potem zadaję sobie to samo pytanie..."

Problem: konto zostało zablokowane. Rozwiązanie: wykonanie zlecenia. Problem: przestały napływać. Rozwiązanie: wykonanie zaległego zlecenia. Problem: dostawca internetu nie czekał już dłużej na wpłynięcie należności, więc zamknął dostęp do internetu, więc wykonanie zadania jest niemożliwe. Rozwiązanie: korzystać z dostępu do internetu w domu znajomego. Problem: charakter pracy wymagał spędzenia dłuższego czasu przed komputerem. Rozwiązanie: pożyczyć pieniądze od członka rodziny, aby zapłacić rachunki. Problem: miał poważne wydatki, bo doświadczył straty materialnej, więc pieniędzy pożyczyć nie był w stanie. Rozwiązanie: Poszukać tymczasowego zatrudnienia. Problem: pieniądze potrzebne są jak najszybciej itd.

Stanąłem przed wyborem: albo wybrać się na miasto w poszukiwaniu normalnej pracy, albo wykonywać nieszkodliwą, zgodną z prawem, ale upokarzającą pracę.

Oczywiście, miałem obawy i czułem opór przed wyborem pierwszej możliwości, bo podejrzewałem, że doświadczę następnego rozczarowania – dotychczas los więcej rozwiązań uniemożliwiał niż udostępniał. Odczuwałem opór także wobec drugiej możliwości, ale przynajmniej nie byłem od niczego uzależniony w jej przypadku. W związku z tym postanowiłem wybrać drugą możliwość.

Ciesz się, że w ogóle masz wybór. Burmistrz Sarpourenx we Francji zakazał mieszkańcom - pod groźbą surowych kar - umierania. Ponieważ... na lokalnym cmentarzu skończyły się wolne miejsca.

Wykonując rzeczoną pracę, poczułem przypływ odwagi, optymizmu i motywacji. Pomyślałem sobie, że skoro zdołałem przezwyciężyć opór przed znacznie mniej przyjemnym zajęciem, to dlaczego miałbym się obawiać i opierać przed pierwszą możliwością? Mówię całkowicie poważnie – wręcz przysięgam z ręką na sercu: poczułem natychmiastową gotowość do wybrania się na miasto na poszukiwanie nowej pracy przez bezpośrednią rozmowę z potencjalnymi pracodawcami.

Wiem, że ludziom z dominującą lewą półkulą mózgową nie wyda się to żadnym wyczynem, jednak dla osób z dominującą prawą półkulą mózgową, takich jak ja, znaczy to bardzo, bardzo wiele. Jeśli chcesz porównania, spróbuj nauczyć osobę z dominującą lewą półkulą mózgową porządnie rysować.

Chociaż postanowiłem wówczas zakończyć rozpoczętą pracę, miałem całkowitą pewność, że podobny przypływ motywacji, optymizmu i odwagi towarzyszył mi podczas poszukiwania pierwszej prawdziwej pracy. Opisałem to zresztą szerzej w „Lęk jest wynikiem pozostawienia wyobraźni zbyt dużego pola do popisu!”

Nawiązując jeszcze do zawodów wykonywanych przez celebrytów na początku ich kariery i demotywatora załączonego do cytatu o wewnętrznym bogactwie, chciałem wspomnieć, że na dzień lub dwa przed znalezieniem pierwszej pracy pracowałem dla krewnego. Co prawda, praca wymagała poświęcenia sporej ilości czasu i nie była dobrze płatna, ale posłużyła jako negatywne porównanie, dzięki czemu perspektywa poszukiwania pierwszej prawdziwej pracy nie wydawała się już taka przerażająca.

Chciałem napisać o możliwych zastosowaniach podejścia „doświadcz gorszego, by przestać obawiać się lepszego”, gdy przypomniałem sobie, że istnieje terapia polegająca na pozowaniu do aktów artystycznych. Słyszałem w radio wypowiedź kobiety, która w tym uczestniczyła. Chociaż nie potrafię dokładnie przytoczyć jej słów, przypominam sobie, że chciała powiedzieć, że zrobienie czegoś, na co w jej przekonaniu nigdy by się nie zdecydowała, pozwoliło jej pokonać zahamowania i określić na nowo granice własnych możliwości.

Nie obawiaj się prosić o uczciwą pracę. Podobnie jak w przypadku proszenia atrakcyjnych dziewczyn o numer telefonu, nikt jeszcze od wyjścia na idiotę nie umarł.

Oczywiście, nie chcę przez to powiedzieć, że należy zabiegać o to, aby spotykały nas w życiu tak tragiczne doświadczenia jak zdrada czy przemoc. Chcę natomiast powiedzieć, że należy poszukać odpowiadających nam sposobów na pozbawienie zasadności naszych obaw poprzez dokonanie czegoś, czego obawiamy się jeszcze bardziej. Może to być np. skok na spadochronie z instruktorem lub tymczasowy wolontariat w hospicjum. Szczególnie w tym drugim wypadku możliwe jest uzyskanie dystansu do własnych obaw i problemów.

Chociaż podczas pracy nad tym artykułem myślałem nad poruszeniem kwestii ludzi, którzy mieli ciężkie dzieciństwo, a nie tylko nie odnieśli sukcesu, ale wręcz powielili los swoich rodziców bądź zabłądzili w ślepą uliczkę przestępstwa i samozniszczenia – zapomniałem o tym napisać. Ponieważ jednak zwrócono mi uwagę na to, że musiałbym wykazać, iż wszyscy ludzie z ciężką przeszłością są w stanie osiągnąć lub osiągnęli sukces w życiu, muszę się do tego, bądź co bądź, zasadnego argumentu odnieść.

Zaznaczyłem na początku, że nie jest to jedyny czynnik i niekoniecznie jest on decydujący. Mam świadomość tego, że potrzebne są też możliwości wydostania się z ciężkiej sytuacji i spotkanie odpowiedniego autorytetu. Możliwe również, że wiele zależy od tego, czy osoba jest psychologicznym typem wrażliwego dawcy czy asertywnego biorcy. Pierwszy to odpowiednik postawy dafnicznej, a drugi to odpowiednik postawy apollinicznej. Postawy zostały opisane tutaj.

Mam świadomość, że poniższy podział jest pewnego rodzaju generalizacją, ale chciałbym szybko pokazać, w jaki sposób może się negatywnie rozwinąć pierwszy typ i drugi typ.

Pierwszy może przez trudne doświadczenia przerodzić się w eskapistycznego męczennika albo przestępcę, który nie spogląda swym ofiarom w oczy, tzn. działa w ukryciu lub zdalnie. Drugi może się przerodzić w egoistycznego, hedonistycznego, bezwzględnego przestępcę, który nie ma oporów przed bezpośrednim kontaktem z ofiarami. Oczywiście, możliwe jest też, że będzie wykonywał legalny zawód, ale będzie wykorzystywał swoją pozycję i uprawnienia dla własnych korzyści, np. geodeta, który dla własnych korzyści błędnie wymierza działki, by zwyczajnie ukraść je sąsiadom bogatszych klientów.

Niemniej jednak, jeśli sądzisz, iż zasadne jest spisywanie na straty ludzi z ubogich dzielnic, cechujących się wysokim poziomem bezrobocia i wysokim wskaźnikiem przestępczości, koniecznie obejrzyj poniższe nagranie (które swoją drogą sam przetłumaczyłem, choć nie wiedziałem jeszcze, że wykorzystam je tutaj). Uwaga! Nagranie trwa pół godziny, więc wyznacz sobie odpowiednią porę do oglądania tego nagrania. To nagranie przywraca wiarę w ludzkość i sprawia, że dokonanie rzeczy wielkich nie wydaje się takie trudne. Bardzo gorąco polecam obejrzenie tego nagrania. Sądzę, że potrafi ono poważnie zmienić światopogląd.

Jeśli chcesz obejrzeć nagranie z polskimi napisami, kliknij tutaj.

Sądzę, że to nagranie udowadnia, że każdy może odnieść sukces. Rzecz w tym, że wielu ludzi nie chce zacząć swojej kariery od niskich standardów. Albo też nie wierzą, że rozpoczęcie kariery od pracy na budowie może sprawić, że wylądują w na stanowisku w renomowanej firmie. Wiedz, że myślałem w podobny sposób. Opierałem się przed pracą „poniżej mojej godności”, lecz nie tylko przyjemnie mnie zaskoczyła (do tego stopnia, że zdążyłem swoją pracę polubić), ale również umożliwiła mi znaczne „skoki” w karierze.

Chciałbym się jeszcze zwrócić do osób, które opierają się przed „zaczynaniem nisko” – czy pamiętasz motyw z filmów przygodowych, w których bohaterowie przeciskają się przez szczelinę pod zamykającymi się ciężkimi wrotami? Jeśli nie chcesz zostać zamknięty na zawsze w życiowym grobowcu, a chcesz przedostać się leżącego po drugiej stronie skarbca, musisz się najpierw zniżyć, by podnieść się w życiowym skarbcu.

Podejrzewam, że część z was zastanawia się, czy moja podświadomość miała – choćby częściowo – rację. Myślę, że wypowiedzi na temat powyższego tekstu i poruszonego w nim zagadnienia w wątku na forum psychotekst.pl stanowią wystarczającą odpowiedź – tym bardziej, że ich autorami są nie tylko osoby posiadające wiedzę w zakresie psychologii, ale również osoby, które mają za sobą ciężkie dzieciństwo.

Ponadto, dowiedziałem się, że istnieje tzw. post traumatic growth.
Choć żałuję, że rezultat mojej pracy okazał się nie tak nowatorski i przełomowy, jakbym sobie tego życzył, cieszę się, że odpowiedź podświadomości okazała się zgodna z przyjętą wiedzą psychologiczną, mimo tego, iż nie miałem uprzedniej wiedzy na ten temat.

Wynika to z tego, że nie przyszło mi na myśl szukać odpowiedzi w wyszukiwarce, bo sądziłem, że psychologowie przyjęli depresję dwubiegunową jako ostateczną przyczynę sukcesów sławnych piosenkarek czy aktorów. Nie satysfakcjonowała mnie jednak taka odpowiedź. Wiedząc, że istnieje znacznie więcej celebrytów niż możliwych przypadków zachorowań na depresję dwubiegunową, przyjąłem, że przyczyna musi leżeć gdzie indziej i cieszę się, że miałem w tym względzie rację.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o tych, którzy pomimo tego, że mieli ciężkie dzieciństwo, pozostali porządnymi, normalnymi ludźmi, lecz nie osiągnęli tego, co społeczeństwo definiuje jako „sukces w życiu”. Przyczyną tego może być to, że szczytem ich ambicji jest tak naprawdę normalne, zwyczajne, spokojne życie i spełnienie przyziemnych marzeń, np. praca w wymarzonym zawodzie czy założenie rodziny.

"Dzisiaj jest jutro, o które martwiłeś się wczoraj, a wszystko jest w porządku."

Załączam na koniec listę celebrytów, którzy doświadczyli bolesnego dzieciństwa:
Aktorki: Brooke Shields (surowa matka; jej nagie zdjęcia jako dziecka i nastolatki w magazynie dla dorosłych), Drew Barrymore (12 lat, gdy brała kokainę, 13 lat, gdy zaczęła pić; dorastała bez prywatności), Jane Fonda (jej matka poderżnęła sobie gardło; wmawiano jej, że matka zmarła na zawał serca), Marylin Monroe (brak ojca; chora psychicznie matka; mieszkała w wielu rodzinach zastępczych; możliwe molestowanie seksualne), Ashley Judd (kazirodztwo; molestowanie; matka uprawiała seks w jej obecności; depresja; rozbita rodzina; samotność), Teri Hatcher (molestowanie seksualne przez wuja), Suzanne Sommers (wykorzystywanie seksualne).

Piosenkarki: Christina Aguilera (ojczym bił ją i jej matkę), Dolly Parton, Loretta Lynn, Crystal Gayle i Tammy Wynette (wszystkie żyły w skrajnej biedzie), Missy Elliott (nie stroniący od przemocy ojciec), Kora Jackowska (wychowanka sierocińca), Shania Twain (bieda; głód; nie stroniący od przemocy ojczym, który niemal zabił jej matkę), Mary J. Blige (wykorzystywanie seksualne przez osoby, którym jej matka powierzała opiekę nad nią), Sinnead O’Connor (naruszenie nietykalności cielesnej przez księdza).

Piosenkarze: Michael Jackson (ojciec tyran, który bił go i jego rodzeństwo), Eminem (matka uzależniona od narkotyków), Michał Wiśniewski (matka zrzekła się praw rodzicielskich; wychowanek sierocińca), Nikki Sixx (opuszczony przez ojca; opieką obarczali się nawzajem matka i dziadkowie), G.G. Allin (maltretowanie przez rówieśników; naruszanie nietykalności cielesnej; zażywanie narkotyków i picie alkoholu), Kurt Cobain (rozwód rodziców; wyrzucenie z domu; bezdomność), Chester Bennington [Linkin Park] (wieloletnie wykorzystywanie seksualne przez starszego kolegę; niestabilny emocjonalnie ojciec; niemożność uzyskania wsparcia od rodziny), Carlos Santana (wykorzystywany seksualnie przez przyjaciela ojca).

Modelki: Natalia Vodianova (bieda; praca jako dziecko; obelżywi konkubenci matki; niepełnosprawna siostra), Janice Dickinson (ojciec był pedofilem i nie stronił od przemocy).

Sportsmenki: Iwona Guzowska (adoptowana; ojciec alkoholik; każdorazowe  uciekanie z domu przed jego agresją).

Sportowcy: Tomasz Adamek (opuścił go i pięcioro jego rodzeństwa ojciec; bieda).

Lista będzie w miarę możliwości uzupełniana. Niektórych z tej listy jeszcze tutaj nie uwzględniłem. Jeśli chciałbyś pomóc w rozwoju tekstów bądź pomóc w uzupełnieniu powyższej listy, napisz komentarz, e-mail pod adres pedigree (at) op. pl.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 20 Czerwiec 2011, 20.24.

Czytelniku, jeśli artykuł się Tobie spodobał bądź uważasz, że może się on komuś pomóc, spodobać lub przydać, bardzo proszę o podzielenie się linkiem do tego wpisu lub bloga ze znajomymi i przyjaciółmi. Bardzo potrzebuję promocji, aby dotrzeć i pomóc jak największej liczbie osób oraz konstruktywnych komentarzy, aby móc kontynuować to, co robię. Statystyki i komentarze dają mi poczucie, że nie piszę do ściany, a to dla mnie bardzo ważne.

Jestem otwarty na wszelkiego rodzaju współpracę, np. wymianę linków, użycie treści na potrzeby innych mediów (np. filmów na Youtube), gościnne wpisy na innych, często odwiedzanych blogach, promocję rzeczy (książka, grafika, tekst, artykuł rzemieślniczy, usługa itp.), które mi się osobiście spodobają i które będę uważał za nieszkodliwe lub wartościowe dla moich czytelników… i tym podobne.

Serdecznie dziękuję wszystkim osobom, które zainteresowały się artykułem, czytały lub przeczytały go, a przede wszystkim tym, które odpowiedziały na pytanie odnośnie celebrytów dotkniętych ciężkim dzieciństwem i podzieliły się ze mną swoimi opiniami, bo pozwoliły mi one artykuł dopracować i rozwinąć.

Dziękuję moim znajomym na Facebooku i użytkownikom: forum.gp24.pl, forum deviantart.com, szukamywas.pl, forum psychotekst.pl, forum.mirriel.net, forum astroportal.pl/forum, rozproszonym byłym użytkownikom forum poświęconego zaginionej Iwonie Wieczorek oraz innym, o których mogłem zapomnieć.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wam wszystkim wszystkiego najlepszego w życiu.

%d blogerów lubi to: