Tag Archive: Nieszczęśliwość


Nie lubię ludzi.

Tak, wreszcie to powiedziałem. I czuję się z tym świetnie.

Niby wiedziałem to od dawna, ale wielu wokół (dziwnym trafem byli to sami ekstrawertycy) przekonywali mnie, że myślę tak tylko dlatego, że ich unikam.

Pomyślałem, że może i tak było, więc w końcu im uwierzyłem.

Choć nie do końca byli w błędzie (zdołałem trafić na takie osoby, z którymi się dobrze dogadywałem), fakt pozostał faktem. Nie lubię ludzi.

Nie, nie na tyle, by dziabać nożem obcych w centrum handlowym jak ostatnio gość w galerii Vivo w Stalowej Woli, czy strzelać do nich jak inny typ w Stanach Zjednoczonych w… w… *rzucam lotką w tarczę z dotychczasowymi lokacjami* w trakcie koncertu country w Las Vegas.

Wiem, że nie jestem idealny i ta świadomość sprawia, że gdziekolwiek się znajduję, staram się pozostawić za sobą jak najmniej złych wspomnień.

Jestem dyplomatyczny, idę na kompromisy i chętnie pomagam. Nie wywołuję konfliktów i sumiennie wykonuję swoje obowiązki (na ile potrafię). Staram się być uczciwy (co nie zawsze się udaje, jak choćby wtedy, gdy szef narzuca ci podejrzane praktyki typu omijanie kasy fiskalnej przy zakupach pewnych produktów). Uczciwość to cecha, którą pielęgnowałem od najmłodszych lat, widząc, że jedna z osób z mojej rodziny ma do niej zbyt „otwarte” podejście.

Mimo to w ciągu ostatniego roku nie spotkało mnie w dziedzinie relacji międzyludzkich w pracy nic poza samymi rozczarowaniami.

Jestem osobą typu „wejść i wyjść”. Nie mieszam się w cudze sprawy. Szczególnie, jeśli nikomu nie dzieje się poważniejsza krzywda. Jesteśmy w końcu ludźmi dorosłymi i każdy odpowiada za siebie. Ja robię tak, by żyć w zgodzie z własnym sumieniem, bo w ciągu życia dostałem wystarczająco dużo dowodów na to, że to, jak postępujemy – dobrze czy źle – zawsze do nas wraca. [Jak wówczas, gdy osoba z mojej rodziny postanowiła oszczędzić pieniędzy na dokładaniu się do wspólnych rachunków i te oszczędzone pieniądze straciła przez to, że okradziono samochód pod jej opieką, dostała mandat za wyciek oleju, a szef jej nie wypłacił].

Pomimo tego nie dane mi było w spokoju pracować, bo zostałem zaplątany w intrygi polityczne wewnątrz każdej z trzech firm, w których ostatnio byłem zatrudniony. Jak zwykle było to podejście „co złego, to na nowego”.

W jednej próbowano mnie wrobić w braki w kasie, którym nie zawiniłem (tylko ostatni debil kradłby z własnej kasy, za której rozliczenie odpowiada), a w drugiej – już pierwszego dnia podpuszczano mnie, bym w zasięgu kamer poczęstował się towarem firmy, bo „wszyscy tak robią” (odmawiałem wielokrotnie, ale i tak wciśnięto mi jeden z wyrobów do rąk). Ostatecznie zrezygnowałem z tej drugiej pracy po trzech dniach, bo  szefostwo oczekiwało, że po tym czasie będę umiał tyle, co doświadczony pracownik. Współpracownicy przedstawili mu moje zasługi tak, jakbym przez całą zmianę tylko się plątał.

Tak, jak to widzę, problem polegał na konflikcie interesów szefów i pracowników. Szefom zależało, by moja pomoc skróciła czas pracy współpracowników. Gdybym przyspieszył proces o choćby godzinę, oszczędziliby miesięcznie ok. 400 zł na każdym z nich. Im to jednak najwyraźniej nie było w smak, więc próbowali się mnie pozbyć. Tym bardziej, że był to system „jak skończysz wcześniej, to wyjdziesz wcześniej”. Nie doszłoby to tego, gdyby pracowali obowiązkowo osiem godzin i płacono im za osiem godzin bez względu na to, o której się wyrobią. W tym, że pracownicy robili mniej niż osiem godzin był cel. Pracodawcy często proszą pracowników, by zostali dłużej, ponad normowany czas, by uniknąć płacenia im jak komuś na pełnym etacie. I tak właśnie miałem w poprzedniej pracy, gdzie obsługiwałem kasę.

Być może każdy tak ma. Znosi pracę, której nie lubi z zaciśniętymi zębami, bo musi. Bo ma kredyt i dzieci na utrzymaniu.

Mnie jednak kazało się to zastanowić nad czymś, co nurtowało mnie od dawna. Motyw, który poruszył film animowany „Ralf Demolka” i „Księga Życia”. Pierwszy mówi o tym, że nie możesz zmienić tego, kim jesteś, więc czemu nie wykorzystać tego, co masz i czym jesteś jak najlepiej? Drugi mówi o odwadze do bycia sobą w obliczu presji spełniania oczekiwań otoczenia.

Gdzie kończy się odgrywanie obcej mi roli? Czy moje życie będzie aż do samego końca polegało na poświęcaniu się dla innych? Czy znajdę kiedyś odwagę, by być sobą? Żyć jako artysta?

W tym punkcie życia wydaje mi się, że jedynym wyborem, jaki mam jest wybór pomiędzy pracą dla kogoś, gdzie będę znosił dalsze nadużycia, a własną firmą, do czego nie mam absolutnie żadnego przygotowania. Nie mam nawet poczucia własnej wartości i wiary we własne siły, bo to odebrały mi lata szkolne, gdy znęcali się nade mną psychicznie, emocjonalnie, a i nieraz fizycznie równieśnicy z klasy. Tak samo, jak w przypadku ludzi w wyżej wymienionych miejscach pracy nie rozumiem, co budziło ich niechęć. Owszem, nie byłem towarzyski, ale też nikomu nie wchodziłem w drogę, po cichu skupiając się na własnych zainteresowaniach.

I właśnie teraz, gdy moja sytuacja finansowa przyciska mnie, bym zaczął szukać kolejnego zajęcia, które najpewniej tylko pogłębi moją depresję, zaczynam się zastanawiać: a jeśli moim losem jest iść po linii najmniejszego oporu? Może zamiast próbować sił w czymś, w czym nie mam doświadczenia i do czego się najwyraźniej nie nadaję, może czas rozważyć wykorzystanie talentów, z którymi się urodziłem? Nawet, jeśli nie są praktyczne czy dochodowe?

Dlatego też zacząłem pracować nad swoją obecnością w mediach społecznościowych, swoją bazą marketingową. Nie dlatego, że mam produkt do sprzedania, ale dlatego, że chcę wreszcie uwierzyć, że potrafię wzbudzić zainteresowanie tym, co mam do zaoferowania. Że jestem lepszy w tym, co robię, niż chcę przed sobą przyznać (mimo licznych uzdolnień nie wydaje mi się, bym w czymkolwiek był naprawdę dobry).

Dopiero wtedy, gdy tę bazę zbuduję, będę miał na tyle pewności siebie, by założyć własną działalność i sprzedawać to, co mam światu do zaoferowania.

Mam jednak świadomość, że to może być kolejny sposób, w jaki adrenalina wydzielana na myśl o chodzeniu za pracą i znoszeniu odmów skłania mnie do ucieczki w przyjemności i nierealne wyobrażenia. Obawiam się tego, ale z drugiej strony – ile można się bać? Obawiałem się zmian całe życie. Być może teraz nadszedł czas, by w końcu stawić im czoła.

Na moich warunkach.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 6 Listopad 2017, 00:00, Rabka-Zdrój.

Reklamy

Z ciekawości zapytałem kiedyś ludzi śledzących mój inny blog, czy zauważyli taką zależność.

Jak można się domyślić, większość nie zwracała na to uwagi i nie potrafiła powiedzieć, czy w ich życiu tak jest.

Było jednak sporo osób, które czuły, że ich dobre dni są zawsze kosztem następnego.

Nie mówię tutaj o przypadkach, gdzie człowiek mniej lub bardziej świadomie kompensuje sobie odpoczynkiem i przyjemnościami obowiązki, o których wie, że będzie musiał następnego dnia wykonać – albo sytuacje, w których będzie musiał uczestniczyć.

Choć nawet wtedy, gdy człowiek świadomie kompensuje sobie to, co go jutro czeka, życie zdaje się człowiekowi sprzyjać i to w dziedzinach, które są poza jego kontrolą. Na przykład ludzie wydają się wtedy bardziej życzliwi – tak wobec nas, jak i siebie nawzajem.

Głównie chodzi mi jednak o sytuacje, gdy los kompensuje nam zawczasu niespodziewany natłok pracy albo problemy i konflikty, których nie byliśmy w stanie przewidzieć.

Obserwuję tą zależność od kilku lat i nie przypominam sobie, kiedy ostatnio miałem dobry dzień „za nic”.

Owszem, nieraz „odpłata” przychodziła nie po dniu, a po dwóch (czy trzech, jeśli akurat był weekend), ale zawsze jednak następowała.

I zawsze były to trudności na tyle poważne, że od razu można było stwierdzić, że to właśnie o nie chodziło.

Gdybym bowiem liczył, że przez głupie uderzenie się palcem w nogę krzesła czy utratę kilku linijek tekstu w edytorze tekstu przez awarię prądu pula nieszczęść na dany dzień się wyczerpie, czekałaby mnie bardzo niemiła niespodzianka.

Kusi mnie, by podać przykład sprzed kilku miesięcy, gdzie na kilka godzin przed kryzysem powiedziałem osobie, której też ten kryzys dotyczył, że spodziewam się, iż następny dzień będzie ciężki, bo ten był podejrzanie udany. Jednak dotyczy to – powiedzmy – projektu grupowego, w którym brały udział osoby, które mam w znajomych na Facebooku, więc nie chciałbym rozdrapywać starych ran.

Mam jednak inny. Miałem taki właśnie dobry dzień, gdy skończyłem poprawiać część pierwszego rozdziału mojej powieści. Był to czas, gdy pisałem w bardzo pretensjonalny sposób – zdaniami wielokrotnie złożonymi, zbyt pokrętnymi, zbyt pompatycznymi i zbyt długimi. Ale wtedy o tym jeszcze nie wiedziałem. Uważałem, że to literatura awangardowa, nowatorska, więc na swój sposób genialna. Podałem więc link do tekstu na pewnym forum literackim w nadziei na opinie.

I wtedy tekstem zainteresowała się analizatornia.

To taki blog, który w bardzo złośliwy sposób pastwi się nad stylem, językiem, logiką, treścią opowiadań publikowanych w Internecie.

Tak więc opisali mój.

Bolało.

Po wielu miesiącach niepisania doszedłem jednak do wniosku, że analizatorzy mieli rację. Nie wiem, czy i jak szybko doszedłbym do tego wniosku, gdybym nie miał już kilkunastu przeczytanych poradników pisarskich na koncie (żeby nie było – to nie one nauczyły mnie tak pisać. Raczej popadłem w przekonanie o tym, że awangardowość automatycznie robi z ciebie literackiego geniusza. Mimo tego, że właśnie przed tym ostrzegał bodaj sam Dean Koontz w swoim poradniku. A ostrzegał dlatego, że sam się za takiego uważał, dopóki pewna redaktorka go nie wyprostowała).

Ogólnie opisana powyżej teoria kompensacji wpisuje się w powiedzenie, że „fortuna kołem się toczy”, ale tutaj czas pomiędzy byciem „na wozie” a „pod wozem” jest skrócony. Ponadto, podkreślona jest rola amortyzowania niepomyślnych wydarzeń przez te pomyślne.

Widać to na przykładzie sytuacji Marka Jensena, głowy zespołu Epica, który na swoim profilu na Facebooku napisał, że nie wie, czy się cieszyć z tego, że ukończył prace nad nowym albumem („The Quantum Enigma”), gdy jednocześnie zmarła mu bardzo bliska osoba.

Ale wracając do tego, co napisałem wcześniej…

Z jednej strony zazdroszczę tym, którzy potrafią korzystać z dobrego dnia bez obaw o jutro. A z drugiej… mając świadomość, że w taki dzień, na jaki się jutrzejszy zapowiada, niewiele zrobię, moja produktywność w ten dobry dzień wzrasta wielokrotnie.

Jednak gorzka świadomość, że następny dzień najpewniej nie będzie przyjemny pozostaje i nie pozwala się tym dobrym dniem tak naprawdę cieszyć. Jedyne co pozostaje, to zająć się czymś, co się lubi robić i choć na chwilę zapomnieć.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 25 Październik 2015, 18:25,  Rabka-Zdrój.

Naszła mnie dziś taka myśl:

Kiedy robisz rzeczy dobrze, łatwo odnieść wrażenie, że nie robisz ze swoim życiem nic.

A mógłbym już nie żyć, być kaleką, skłócić się ze wszystkimi wokół, szefować międzynarodowemu kartelowi narkotykowemu.

Dobrych decyzji, odczuwanych jako słuszne, nie pamiętasz*, bo w przeciwieństwie do tych złych nie musisz ich ciągle racjonalizować – racjonalizować za każdym razem, gdy przyjdą ci na myśl, utrwalając je przy tym w pamięci jak materiał przed egzaminem.

*Ktoś może powiedzieć, że pamięta się o osiągnięciu rzeczy społecznie pożądanych lub widzianych przez społeczeństwo jako sukces czy symbol statusu, ale w tym rzecz, że to społeczeństwo ci ciągle przypomina i cię ciągle przekonuje cię, że ich osiągnięcie jest dobrą decyzją. Jeśli po osiągnięciu tego poczujesz się (nadal) nieszczęśliwy, to co zrobisz? Będziesz racjonalizował to, dlaczego warto było to osiągnąć. Tym mocniej, im więcej wysiłku kosztowało cię ich osiągnięcie.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 22 Grudnia 2013, godz. 14:02, Rabka-Zdrój.

“Nie mogłem się doczekać na sukces, więc ruszyłem naprzód bez niego.” ~Jonathan Winters

Chociaż otrzymałem na powyższe pytanie odpowiedź, pod której wrażeniem jestem w dalszym ciągu, mam świadomość, że dotyczy ona zaledwie jednego z czynników i niekoniecznie decydującego.

Niemniej jednak pomyślałem, że warto byłoby o tym wspomnieć, gdyż w pewnym sensie zdołałem powtórzyć opisywane przez podświadomość doświadczenie we własnym życiu. Ale powrócę do tego za moment, gdy podzielę się z wami usłyszaną od podświadomości odpowiedzią.

W jej przekonaniu tajemnicą tego, że sławni ludzie zaszli tak daleko w życiu jest ich ciężka przeszłość.

Oczywiście, w przypadku aktorów ciężkie dzieciństwo pozwala na wierne odtworzenie przeżywanych w przeszłości emocji – wystarczy, że przywołają w pamięci bolesne doświadczenia. Piosenkarze potrafią zabarwić emocjami własny głos, muzycy – wywołać emocje odpowiadające dźwiękom wydawanym przez instrument, a pisarze – przywołać emocje poprzez sytuacje, których nigdy w życiu nie doświadczyliśmy.

Można więc wytłumaczyć ich sukces tym, że w uniwersalny i przekonujący sposób potrafią przemówić do emocji, które każdy z nas przeżywa na własny sposób. Ale co w takim wypadku z prezenterami, sportowcami, modelkami, tancerkami, których emocje nie przejawiają się w widoczny sposób w tym, co robią?

Wykres pokazujący stosunek wymaganych umiejętności (pionowo) do osiągniętej sławy (poziomo) w przypadku wykonywania następujących zawodów: naukowiec, pisarz, muzyk, sportowiec, aktor, gwiazda seks-taśmy.

Właśnie…
Podświadomość prawdopodobnie właśnie na to próbowała zwrócić moją uwagę. Chociaż motywacja sławnych osób, które wychowywały się w skrajnej biedzie jest zrozumiała („nie chcę już żyć w biedzie”), to związek pomiędzy „znęcano się nade mną fizycznie i psychicznie” lub „straciłem wcześnie członków rodziny” a „chcę być osobą medialną, aby stać się sławny” nie wydaje mi się dostatecznie zrozumiały. Chyba, że motywacją była chęć pomocy innym w podobnej sytuacji bądź przezwyciężenie niskiego poczucia własnej wartości.

Podejrzewam, że celebryci, którzy przeszli przez dzieciństwo przypominające poligon wojskowy nie boją się podejmowania decyzji, które wydają się zwykłym ludziom wiązać z nieprzyjemnymi konsekwencjami lub wymagają wykroczenia poza własną strefę komfortu. Celebryci mogą nie mieć z tym problemu, bo żadna decyzja nie wydaje im się bardziej przerażająca, upokarzająca i poważniejsza w skutkach od tego, co już przeszli w dzieciństwie.

Podczas gdy my obawiamy się odrzucenia przez osobę, która nam się podoba, odrzucenia naszego dzieła przez wydawcę, niepowodzenia podczas rozmowy kwalifikacyjnej o wymarzoną pracę, poświęcenia życia na spełnienie własnego marzenia, oni nie obawiają się przecinać więzów łączących ich ze starym życiem, przeprowadzać się, przychodzić na castingi, rozmawiać z wysoko postawionymi, rozpoczynać własnej kariery od pracy w charakterze kelnera bądź sprzątacza itp.

“Prawdziwą miarą bogactwa jest to, ile byłbyś wart, gdybyś stracił wszystkie swoje pieniądze.”

Niewiele miesięcy zdążyło upłynąć, odkąd na własnej skórze przekonałem się o prawdziwości odpowiedzi udzielonej przez podświadomość.

Znalazłem się wówczas w sytuacji, jaką określam słowami „przeciągu w korytarzu z zatrzaskującymi się drzwiami”, gdy występował poważny problem, a wszystkie dotychczas dostępne wyjścia zostały za sprawą wydarzeń losowych zamknięte. Przypomina to pielgrzymkę „od Annasza do Kajfasza”.

"Zawsze się zastanawiam, dlaczego ptaki decydują się pozostać w tym samym miejscu, chociaż mogą polecieć do każdego miejsca na świecie. A potem zadaję sobie to samo pytanie..."

Problem: konto zostało zablokowane. Rozwiązanie: wykonanie zlecenia. Problem: przestały napływać. Rozwiązanie: wykonanie zaległego zlecenia. Problem: dostawca internetu nie czekał już dłużej na wpłynięcie należności, więc zamknął dostęp do internetu, więc wykonanie zadania jest niemożliwe. Rozwiązanie: korzystać z dostępu do internetu w domu znajomego. Problem: charakter pracy wymagał spędzenia dłuższego czasu przed komputerem. Rozwiązanie: pożyczyć pieniądze od członka rodziny, aby zapłacić rachunki. Problem: miał poważne wydatki, bo doświadczył straty materialnej, więc pieniędzy pożyczyć nie był w stanie. Rozwiązanie: Poszukać tymczasowego zatrudnienia. Problem: pieniądze potrzebne są jak najszybciej itd.

Stanąłem przed wyborem: albo wybrać się na miasto w poszukiwaniu normalnej pracy, albo wykonywać nieszkodliwą, zgodną z prawem, ale upokarzającą pracę.

Oczywiście, miałem obawy i czułem opór przed wyborem pierwszej możliwości, bo podejrzewałem, że doświadczę następnego rozczarowania – dotychczas los więcej rozwiązań uniemożliwiał niż udostępniał. Odczuwałem opór także wobec drugiej możliwości, ale przynajmniej nie byłem od niczego uzależniony w jej przypadku. W związku z tym postanowiłem wybrać drugą możliwość.

Ciesz się, że w ogóle masz wybór. Burmistrz Sarpourenx we Francji zakazał mieszkańcom - pod groźbą surowych kar - umierania. Ponieważ... na lokalnym cmentarzu skończyły się wolne miejsca.

Wykonując rzeczoną pracę, poczułem przypływ odwagi, optymizmu i motywacji. Pomyślałem sobie, że skoro zdołałem przezwyciężyć opór przed znacznie mniej przyjemnym zajęciem, to dlaczego miałbym się obawiać i opierać przed pierwszą możliwością? Mówię całkowicie poważnie – wręcz przysięgam z ręką na sercu: poczułem natychmiastową gotowość do wybrania się na miasto na poszukiwanie nowej pracy przez bezpośrednią rozmowę z potencjalnymi pracodawcami.

Wiem, że ludziom z dominującą lewą półkulą mózgową nie wyda się to żadnym wyczynem, jednak dla osób z dominującą prawą półkulą mózgową, takich jak ja, znaczy to bardzo, bardzo wiele. Jeśli chcesz porównania, spróbuj nauczyć osobę z dominującą lewą półkulą mózgową porządnie rysować.

Chociaż postanowiłem wówczas zakończyć rozpoczętą pracę, miałem całkowitą pewność, że podobny przypływ motywacji, optymizmu i odwagi towarzyszył mi podczas poszukiwania pierwszej prawdziwej pracy. Opisałem to zresztą szerzej w „Lęk jest wynikiem pozostawienia wyobraźni zbyt dużego pola do popisu!”

Nawiązując jeszcze do zawodów wykonywanych przez celebrytów na początku ich kariery i demotywatora załączonego do cytatu o wewnętrznym bogactwie, chciałem wspomnieć, że na dzień lub dwa przed znalezieniem pierwszej pracy pracowałem dla krewnego. Co prawda, praca wymagała poświęcenia sporej ilości czasu i nie była dobrze płatna, ale posłużyła jako negatywne porównanie, dzięki czemu perspektywa poszukiwania pierwszej prawdziwej pracy nie wydawała się już taka przerażająca.

Chciałem napisać o możliwych zastosowaniach podejścia „doświadcz gorszego, by przestać obawiać się lepszego”, gdy przypomniałem sobie, że istnieje terapia polegająca na pozowaniu do aktów artystycznych. Słyszałem w radio wypowiedź kobiety, która w tym uczestniczyła. Chociaż nie potrafię dokładnie przytoczyć jej słów, przypominam sobie, że chciała powiedzieć, że zrobienie czegoś, na co w jej przekonaniu nigdy by się nie zdecydowała, pozwoliło jej pokonać zahamowania i określić na nowo granice własnych możliwości.

Nie obawiaj się prosić o uczciwą pracę. Podobnie jak w przypadku proszenia atrakcyjnych dziewczyn o numer telefonu, nikt jeszcze od wyjścia na idiotę nie umarł.

Oczywiście, nie chcę przez to powiedzieć, że należy zabiegać o to, aby spotykały nas w życiu tak tragiczne doświadczenia jak zdrada czy przemoc. Chcę natomiast powiedzieć, że należy poszukać odpowiadających nam sposobów na pozbawienie zasadności naszych obaw poprzez dokonanie czegoś, czego obawiamy się jeszcze bardziej. Może to być np. skok na spadochronie z instruktorem lub tymczasowy wolontariat w hospicjum. Szczególnie w tym drugim wypadku możliwe jest uzyskanie dystansu do własnych obaw i problemów.

Chociaż podczas pracy nad tym artykułem myślałem nad poruszeniem kwestii ludzi, którzy mieli ciężkie dzieciństwo, a nie tylko nie odnieśli sukcesu, ale wręcz powielili los swoich rodziców bądź zabłądzili w ślepą uliczkę przestępstwa i samozniszczenia – zapomniałem o tym napisać. Ponieważ jednak zwrócono mi uwagę na to, że musiałbym wykazać, iż wszyscy ludzie z ciężką przeszłością są w stanie osiągnąć lub osiągnęli sukces w życiu, muszę się do tego, bądź co bądź, zasadnego argumentu odnieść.

Zaznaczyłem na początku, że nie jest to jedyny czynnik i niekoniecznie jest on decydujący. Mam świadomość tego, że potrzebne są też możliwości wydostania się z ciężkiej sytuacji i spotkanie odpowiedniego autorytetu. Możliwe również, że wiele zależy od tego, czy osoba jest psychologicznym typem wrażliwego dawcy czy asertywnego biorcy. Pierwszy to odpowiednik postawy dafnicznej, a drugi to odpowiednik postawy apollinicznej. Postawy zostały opisane tutaj.

Mam świadomość, że poniższy podział jest pewnego rodzaju generalizacją, ale chciałbym szybko pokazać, w jaki sposób może się negatywnie rozwinąć pierwszy typ i drugi typ.

Pierwszy może przez trudne doświadczenia przerodzić się w eskapistycznego męczennika albo przestępcę, który nie spogląda swym ofiarom w oczy, tzn. działa w ukryciu lub zdalnie. Drugi może się przerodzić w egoistycznego, hedonistycznego, bezwzględnego przestępcę, który nie ma oporów przed bezpośrednim kontaktem z ofiarami. Oczywiście, możliwe jest też, że będzie wykonywał legalny zawód, ale będzie wykorzystywał swoją pozycję i uprawnienia dla własnych korzyści, np. geodeta, który dla własnych korzyści błędnie wymierza działki, by zwyczajnie ukraść je sąsiadom bogatszych klientów.

Niemniej jednak, jeśli sądzisz, iż zasadne jest spisywanie na straty ludzi z ubogich dzielnic, cechujących się wysokim poziomem bezrobocia i wysokim wskaźnikiem przestępczości, koniecznie obejrzyj poniższe nagranie (które swoją drogą sam przetłumaczyłem, choć nie wiedziałem jeszcze, że wykorzystam je tutaj). Uwaga! Nagranie trwa pół godziny, więc wyznacz sobie odpowiednią porę do oglądania tego nagrania. To nagranie przywraca wiarę w ludzkość i sprawia, że dokonanie rzeczy wielkich nie wydaje się takie trudne. Bardzo gorąco polecam obejrzenie tego nagrania. Sądzę, że potrafi ono poważnie zmienić światopogląd.

Jeśli chcesz obejrzeć nagranie z polskimi napisami, kliknij tutaj.

Sądzę, że to nagranie udowadnia, że każdy może odnieść sukces. Rzecz w tym, że wielu ludzi nie chce zacząć swojej kariery od niskich standardów. Albo też nie wierzą, że rozpoczęcie kariery od pracy na budowie może sprawić, że wylądują w na stanowisku w renomowanej firmie. Wiedz, że myślałem w podobny sposób. Opierałem się przed pracą „poniżej mojej godności”, lecz nie tylko przyjemnie mnie zaskoczyła (do tego stopnia, że zdążyłem swoją pracę polubić), ale również umożliwiła mi znaczne „skoki” w karierze.

Chciałbym się jeszcze zwrócić do osób, które opierają się przed „zaczynaniem nisko” – czy pamiętasz motyw z filmów przygodowych, w których bohaterowie przeciskają się przez szczelinę pod zamykającymi się ciężkimi wrotami? Jeśli nie chcesz zostać zamknięty na zawsze w życiowym grobowcu, a chcesz przedostać się leżącego po drugiej stronie skarbca, musisz się najpierw zniżyć, by podnieść się w życiowym skarbcu.

Podejrzewam, że część z was zastanawia się, czy moja podświadomość miała – choćby częściowo – rację. Myślę, że wypowiedzi na temat powyższego tekstu i poruszonego w nim zagadnienia w wątku na forum psychotekst.pl stanowią wystarczającą odpowiedź – tym bardziej, że ich autorami są nie tylko osoby posiadające wiedzę w zakresie psychologii, ale również osoby, które mają za sobą ciężkie dzieciństwo.

Ponadto, dowiedziałem się, że istnieje tzw. post traumatic growth.
Choć żałuję, że rezultat mojej pracy okazał się nie tak nowatorski i przełomowy, jakbym sobie tego życzył, cieszę się, że odpowiedź podświadomości okazała się zgodna z przyjętą wiedzą psychologiczną, mimo tego, iż nie miałem uprzedniej wiedzy na ten temat.

Wynika to z tego, że nie przyszło mi na myśl szukać odpowiedzi w wyszukiwarce, bo sądziłem, że psychologowie przyjęli depresję dwubiegunową jako ostateczną przyczynę sukcesów sławnych piosenkarek czy aktorów. Nie satysfakcjonowała mnie jednak taka odpowiedź. Wiedząc, że istnieje znacznie więcej celebrytów niż możliwych przypadków zachorowań na depresję dwubiegunową, przyjąłem, że przyczyna musi leżeć gdzie indziej i cieszę się, że miałem w tym względzie rację.

Chciałbym jeszcze wspomnieć o tych, którzy pomimo tego, że mieli ciężkie dzieciństwo, pozostali porządnymi, normalnymi ludźmi, lecz nie osiągnęli tego, co społeczeństwo definiuje jako „sukces w życiu”. Przyczyną tego może być to, że szczytem ich ambicji jest tak naprawdę normalne, zwyczajne, spokojne życie i spełnienie przyziemnych marzeń, np. praca w wymarzonym zawodzie czy założenie rodziny.

"Dzisiaj jest jutro, o które martwiłeś się wczoraj, a wszystko jest w porządku."

Załączam na koniec listę celebrytów, którzy doświadczyli bolesnego dzieciństwa:
Aktorki: Brooke Shields (surowa matka; jej nagie zdjęcia jako dziecka i nastolatki w magazynie dla dorosłych), Drew Barrymore (12 lat, gdy brała kokainę, 13 lat, gdy zaczęła pić; dorastała bez prywatności), Jane Fonda (jej matka poderżnęła sobie gardło; wmawiano jej, że matka zmarła na zawał serca), Marylin Monroe (brak ojca; chora psychicznie matka; mieszkała w wielu rodzinach zastępczych; możliwe molestowanie seksualne), Ashley Judd (kazirodztwo; molestowanie; matka uprawiała seks w jej obecności; depresja; rozbita rodzina; samotność), Teri Hatcher (molestowanie seksualne przez wuja), Suzanne Sommers (wykorzystywanie seksualne).

Piosenkarki: Christina Aguilera (ojczym bił ją i jej matkę), Dolly Parton, Loretta Lynn, Crystal Gayle i Tammy Wynette (wszystkie żyły w skrajnej biedzie), Missy Elliott (nie stroniący od przemocy ojciec), Kora Jackowska (wychowanka sierocińca), Shania Twain (bieda; głód; nie stroniący od przemocy ojczym, który niemal zabił jej matkę), Mary J. Blige (wykorzystywanie seksualne przez osoby, którym jej matka powierzała opiekę nad nią), Sinnead O’Connor (naruszenie nietykalności cielesnej przez księdza).

Piosenkarze: Michael Jackson (ojciec tyran, który bił go i jego rodzeństwo), Eminem (matka uzależniona od narkotyków), Michał Wiśniewski (matka zrzekła się praw rodzicielskich; wychowanek sierocińca), Nikki Sixx (opuszczony przez ojca; opieką obarczali się nawzajem matka i dziadkowie), G.G. Allin (maltretowanie przez rówieśników; naruszanie nietykalności cielesnej; zażywanie narkotyków i picie alkoholu), Kurt Cobain (rozwód rodziców; wyrzucenie z domu; bezdomność), Chester Bennington [Linkin Park] (wieloletnie wykorzystywanie seksualne przez starszego kolegę; niestabilny emocjonalnie ojciec; niemożność uzyskania wsparcia od rodziny), Carlos Santana (wykorzystywany seksualnie przez przyjaciela ojca).

Modelki: Natalia Vodianova (bieda; praca jako dziecko; obelżywi konkubenci matki; niepełnosprawna siostra), Janice Dickinson (ojciec był pedofilem i nie stronił od przemocy).

Sportsmenki: Iwona Guzowska (adoptowana; ojciec alkoholik; każdorazowe  uciekanie z domu przed jego agresją).

Sportowcy: Tomasz Adamek (opuścił go i pięcioro jego rodzeństwa ojciec; bieda).

Lista będzie w miarę możliwości uzupełniana. Niektórych z tej listy jeszcze tutaj nie uwzględniłem. Jeśli chciałbyś pomóc w rozwoju tekstów bądź pomóc w uzupełnieniu powyższej listy, napisz komentarz, e-mail pod adres pedigree (at) op. pl.

Jakub „Antypaladyn Pedigri” Luberda, 20 Czerwiec 2011, 20.24.

Czytelniku, jeśli artykuł się Tobie spodobał bądź uważasz, że może się on komuś pomóc, spodobać lub przydać, bardzo proszę o podzielenie się linkiem do tego wpisu lub bloga ze znajomymi i przyjaciółmi. Bardzo potrzebuję promocji, aby dotrzeć i pomóc jak największej liczbie osób oraz konstruktywnych komentarzy, aby móc kontynuować to, co robię. Statystyki i komentarze dają mi poczucie, że nie piszę do ściany, a to dla mnie bardzo ważne.

Jestem otwarty na wszelkiego rodzaju współpracę, np. wymianę linków, użycie treści na potrzeby innych mediów (np. filmów na Youtube), gościnne wpisy na innych, często odwiedzanych blogach, promocję rzeczy (książka, grafika, tekst, artykuł rzemieślniczy, usługa itp.), które mi się osobiście spodobają i które będę uważał za nieszkodliwe lub wartościowe dla moich czytelników… i tym podobne.

Serdecznie dziękuję wszystkim osobom, które zainteresowały się artykułem, czytały lub przeczytały go, a przede wszystkim tym, które odpowiedziały na pytanie odnośnie celebrytów dotkniętych ciężkim dzieciństwem i podzieliły się ze mną swoimi opiniami, bo pozwoliły mi one artykuł dopracować i rozwinąć.

Dziękuję moim znajomym na Facebooku i użytkownikom: forum.gp24.pl, forum deviantart.com, szukamywas.pl, forum psychotekst.pl, forum.mirriel.net, forum astroportal.pl/forum, rozproszonym byłym użytkownikom forum poświęconego zaginionej Iwonie Wieczorek oraz innym, o których mogłem zapomnieć.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wam wszystkim wszystkiego najlepszego w życiu.

%d blogerów lubi to: